Strona głównaKulturaOd kredy do ekranu dotykowego: krótka historia tablicy w polskiej szkole

Od kredy do ekranu dotykowego: krótka historia tablicy w polskiej szkole

Chyba każdy z nas pamięta zapach kredy, białe ślady na rękawach i dyżur przy tablicy, za którym mało kto przepadał. Z perspektywy lat ten widok wydaje się już nieco odległy. Prowadzi jednak prosto do współczesnych ekranów, na których wystarczy przesunąć palcem obraz, zrobić szybką notatkę albo włączyć film. Droga od jednego rozwiązania do drugiego wcale nie była prosta ani krótka.

Tablica z kredą, która przez lata była podstawą klasy

Tabliczka sprzed tablicy

Zanim na ścianie klasy zawisła jedna duża tablica, dzieci uczyły się pisać na małych tabliczkach. W zbiorach Muzeum Historyczno-Etnograficznego w Chojnicach można zobaczyć taki okaz zrobiony z łupka, oprawiony w drewnianą ramkę. Pisało się po nim specjalnym rysikiem, a całość zmywało wilgotną gąbką. Taka tabliczka służyła wielokrotnie, podczas gdy papierowy zeszyt szybko by się zapełnił.

Eksperci z chojnickiego muzeum wspominają, że w Niemczech takich łupkowych tabliczek używano już w XIV wieku i przetrwały w szkołach aż do lat siedemdziesiątych XX wieku. To świetny dowód na to, jak bardzo szkoła potrafi przywiązać się do prostych rozwiązań. Każdy uczeń pisał jednak wyłącznie dla siebie, przez co nauczyciel nie miał jak pokazać czegoś wszystkim dzieciom jednocześnie.

Duża powierzchnia zamiast tabliczek

Jak podaje serwis Wynalazki i odkrycia, na pomysł powieszenia dużej tablicy wpadł pewien szkocki nauczyciel. Zbił po prostu drewniane deseczki w większą całość i umieścił je na ścianie. Zrobił to przede wszystkim z oszczędności, chcąc ograniczyć wydatki na papier i ołówki. Ten prosty wynalazek przetrwał w niemal identycznej postaci aż do naszych czasów.

Przeczytaj też:  Jak zacząć chodzić do teatru i nie czuć się nieswojo

Zielona tablica i kreda

Początkowo tablice były czarne, robione z łupka lub odpowiednio pomalowanego drewna. Sprawdzały się w salach od XIX wieku, a dopiero w drugiej połowie XX wieku ustąpiły miejsca tablicom zielonym. Nowe modele były lżejsze i powleczone emalią, do której kreda przylegała znacznie lepiej. Serwis Wynalazki i odkrycia wspomina również o tablicach ze stali, wprowadzonych w 1960 roku.

Kreda miała oczywiście swoje minusy, które doskonale znam ze szkolnej praktyki. Pył wisiał w powietrzu, dłonie i ubrania wiecznie były brudne, a dokładne mycie gąbką zabierało cenne minuty przerwy. Mimo to wielu z nas wciąż lubi jej prostotę i w niejednej szkole kreda służy do dzisiaj.

Tablice białe, marker i pierwsze zmiany

Pojawienie się białych tablic suchościeralnych przyniosło ulgę od wszechobecnego pyłu. Zamiast kredy w ruch poszły markery, a do czyszczenia wystarczyła sucha gąbka lub zwykła ściereczka. Z pozoru to drobiazg, ale wreszcie można było zapomnieć o brudnych dłoniach i białym nalocie na podłodze przy ścianie.

Nowe rozwiązanie miało też swoje bolączki. Markery potrafiły szybko wysychać, a gdy ktoś użył niewłaściwego płynu do czyszczenia, na gładkiej powierzchni zostawały brzydkie smugi. Sama metoda pracy niewiele się zmieniła. Nauczyciel nadal zapisywał informacje na tablicy, a klasa posłusznie przepisywała je do zeszytów. Zmieniła się przede wszystkim wygoda codziennych zajęć.

Projektor, rzutnik i era prezentacji

Prawdziwy powiew nowości przyniósł projektor. Nagle można było wyświetlić uczniom historyczną mapę, schemat czy zdjęcie bez mozolnego przerysowywania ich na tablicy. Wszystko było czytelne i pozwalało wracać do pokazanych materiałów. Przy biurku wciąż jednak stał nauczyciel, który zmieniał slajdy i pokazywał detale wskaźnikiem.

Szybko pojawił się jednak kłopot z rozproszeniem uwagi. Prezentacja świeciła na ekranie, a bieżące notatki trzeba było robić na tradycyjnej tablicy obok. Uczniowie musieli nieustannie wodzić wzrokiem między dwoma miejscami. Ta niewygoda sprawiła, że zaczęto szukać sposobu na połączenie obu tych rzeczy w jedno narzędzie.

Przeczytaj też:  Jak zacząć interesować się sztuką bez wiedzy eksperckiej

Pojawienie się tablic dotykowych

Czasopismo E-mentor odnotowało, że pierwszy w Polsce cykl lekcji oraz telekonferencji z wykorzystaniem tablic StarBoard odbył się w październiku 2005 roku. Jedno urządzenie znajdowało się w Poznaniu, a drugie w Szczecinie. Zasada działania była prosta: rzutnik wyświetlał obraz z komputera na specjalną tablicę, a ta działała jak wielki monitor, po którym można było od razu pisać.

Różne modele korzystały z odmiennych technologii. Jedne wymagały dedykowanego pisaka, inne reagowały już na zwykły dotyk palca. Z kolei latem 2006 roku tablicę multimedialną połączoną z komputerem i projektorem zaczęło wykorzystywać Muzeum Powstania Warszawskiego. Prowadzone tam lekcje pokazywały historię zupełnie inaczej, bo zamiast zwykłych notatek młodzież oglądała zdjęcia, animacje oraz fragmenty filmów.

Co dziś oznacza tablica interaktywna w klasie

Obecnie największą zaletą nie jest wcale samo pisanie palcem po ekranie. Chodzi o możliwości, jakie daje taki sprzęt: notatki z lekcji można zapisać w pliku i otworzyć za tydzień, film włącza się od ręki, a trudne zadanie da się rozpisać etapami bez ścierania początku. Kiedy wyłączy się program, tablica z powrotem służy jako tradycyjna płaszczyzna do notowania.

Przez lata zmieniły się też nasze oczekiwania wobec zajęć. Koordynator lekcji w Muzeum Powstania Warszawskiego celnie zauważył swego czasu, że w salach pełnych elektroniki historia bywa traktowana po macoszemu. Dodawał jednak, że przemyślany scenariusz zajęć pozwala uniknąć tej pułapki. Technologia sama z siebie nie nauczy przedmiotu, ale mądrze użyta potrafi zdjąć z barków nauczyciela sporo trudności.

Jak dobrać rozwiązanie do własnej sali

Rozwój pomocy szkolnych pokazuje, że każda nowinka brała się z bardzo praktycznej potrzeby: żeby cała klasa dobrze widziała zapiski, żeby nie brudzić ubrań, żeby pokazać rzetelny obraz bez rysowania go ręcznie. Dlatego wybór sprzętu warto zacząć od prostego pytania o to, czego w danej sali najbardziej brakuje.

Przeczytaj też:  Jak wybierać filmy, żeby nie tracić czasu na słabe produkcje

Dobrze jest wziąć kartkę i wypisać podstawowe kwestie: metraż sali, kąt widzenia z ostatnich ławek, czas spędzany na pisaniu w relacji do prezentowania materiałów oraz to, kto na co dzień będzie to wszystko obsługiwał. Zupełnie innych funkcji potrzebuje mała pracownia językowa, a innych przestronna klasa do nauki matematyki.

Dopiero z taką wiedzą warto przeglądać konkretne modele na rynku. Jeśli planujesz taką zmianę w swojej szkole, przydatny może być dobór tablicy interaktywnej do wielkości sali i sposobu pracy.

Pytania i odpowiedzi

Kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze tablice interaktywne?

Jak podaje czasopismo E-mentor, pierwszy w Polsce cykl takich lekcji odbył się w październiku 2005 roku. Jedna tablica działała w Poznaniu, druga w Szczecinie. Był to jeden z pierwszych takich pokazów w kraju.

Czy tablica interaktywna może działać jak zwykła tablica?

Tak. Przy wyłączonym oprogramowaniu tablica służy jako zwykła powierzchnia do pisania. Po podłączeniu komputera wyświetla filmy czy zdjęcia, co pokazało Muzeum Powstania Warszawskiego już w 2006 roku.

Dlaczego dawniej używano tablic łupkowych?

Według muzeum w Chojnicach decydowały koszty, dostępność i wygoda. Tabliczki służyły do pisania oraz rachunków. Można było używać ich wielokrotnie, bo wilgotna gąbka z łatwością zmywała wszelkie zapiski.

Czy sama tablica interaktywna sprawi, że lekcja będzie ciekawsza?

Nie wystarczy sam sprzęt. Koordynator lekcji muzealnych wskazywał, że przy elektronice historia bywa traktowana po macoszemu. Dobry program zajęć pozwala to zmienić, bo urządzenie jest tylko narzędziem pracy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Musisz przeczytać